koniec napraw

Image

Już coraz lepiej znamy busa i jego dolegliwości. Już wiemy, że cieknący przewód z płynem chłodniczym można załatać biurową taśmą klejącą i jeździć jeszcze dwa dni. Już zaczynamy poznawać, kiedy coś jest nie tak, a kiedy tylko fałszywy alarm. Zrobiliśmy większe zapasy płynu borygo i oleju do diesla. Z większych napraw – postanowiliśmy wymienić mocno już skorodowany bak, pełen farfocli na dnie. Bak, dobrej jakości zamiennik, kupiliśmy za niewielką kwotę i oddaliśmy mechanikowi do zamontowania. Kiedy pierwszy raz zatankowaliśmy do pełna, zgłupieliśmy – z nowiusieńkiego baku paliwo zaczęło wyciekać od góry, drogocenna kałuża rozszerzała się w szybkim tempie pod dystrybutorem. Ostatecznie sprawa była błaha – bak był nie do końca dobrze przymocowany, więc z nieszczelnych styków przy wlewie przeciekło.

Dzięki możliwości zatankowania busa do pełna, przy najbliższej wyprawie sprawdziliśmy ile bus w rzeczywistości pali. Okazało się, że po 100 km podróży po pagórkowatym terenie bus spalił niecałe 6 litrów! To duży wyczyn, patrząc na jego wiek i gabaryty:)

Po drodze wydarzył się jeszcze jeden smutny incydent. Jeździliśmy sobie po mieście, wreszcie zatrzymaliśmy się pod sklepem i zostawiliśmy busa na parkingu. Jak wróciliśmy, nie reagował już w żaden sposób na przekręcanie kluczyka w stacyjce, nie wydawał nawet cichego terkotu. Popołudniu udało się go odpalić na popych, dzięki znajomemu z większym autem. Następnego dnia w warsztacie okazało się, że padł ostatecznie rozrusznik. Wymieniliśmy go oczywiście i teraz busik odpala w sekundę:)

Oprócz tego, dokończyliśmy, już prawie estetyczne, prace w silniku. W busie zostały wymienione instalacje, kable i przewody zostały uporządkowane i ze sparciałych wymienione na nowe. Nawet ciągle leżący dotychczas bez życia wskaźnik temperatury płynu chłodzącego się podniósł, dzięki czemu już wszystko na panelu sterowania (poza zegarkiem, który i tak podczas wakacyjnych podróży jest zbędny) działa bez zarzutu. Na sam koniec Wojtek wszystko w silniku umył i chyba w najbliższym czasie łatać przewodów już nie będziemy musieli:)

bus w rzepaku

Image

Nie pamiętam kiedy, nie pamiętam gdzie. Zboczyliśmy z głównej drogi i poprowadziliśmy busa przez pola rzepakowe, niczym syncro przez dziki step. Ja się trochę bałam, że spadniemy do błotnych kolein, ale było dziko i pięknie. Bus był tam, gdzie jego miejsce.

w+w+vw

pierwsza daleka wyprawa – majówka

Image

Busik, po miesiącach i tygodniach u mechanika, z wymienionym całym wnętrzem i zewnętrzem, zabrał nas na swoją pierwszą letnią przygodę. Pojechaliśmy razem ze znajomymi w weekend majowy do Bugaja, wioski pomiędzy polem i lasem, na granicy województwa śląskiego i łódzkiego, 100 km od domu. Wnętrze jeszcze nie było przystosowane do spania, więc pierwsze noce spędziliśmy na śledzika, po jednym na kanapie, co i tak było bardzo przyjemne. Była też pierwsza busowa noc na dziko – na szczycie pagórka, w cieniu Okiennika, przy ognisku i przejrzystym niebie.

Image

Image

Po jednym dniu w mieście znów wróciliśmy w te rejony – tym razem do wiejskiej rezydencji znajomych w okolicach Wąsosza. Z busa zdemontowaliśmy już oparcie z ostatniego rzędu siedzeń i w ogromną przestrzeń, którą stworzyło podwyższenie silnika i siedzisko kanapy, włożyliśmy docięty na zamówienie i pięknie obszyty przez mamę Krystynę materac. Od teraz mamy absolutnie wygodne łóżko z twardej eleganckiej pianki. Do kompletu sprawiliśmy sobie mocowane na przyssawki zasłonki, z tego samego materiału co obszycie materaca. Przyssawki bardzo fajnie się sprawdzają, można je łatwo zakładać i ściągać, a przez zasłonki nikt do busa nie będzie mógł zajrzeć. Spędziliśmy więc w Wąsoszu kilka pięknych dni i nocy (w busie), pogoniliśmy go po białych drogach i pagórkach.

Screen shot 2013-02-03 at 10.17.00 PM

Image

Po wakacjach na wsi, zabraliśmy busa na pierwszą zagraniczną wyprawę – nad jezioro Terlicko w Czechach. Pojechaliśmy późnym popołudniem, objechaliśmy jezioro dookoła, przeszliśmy się po deszczu i spędziliśmy przyjemny wieczór w busie, zaparkowani bezpiecznie pod posterunkiem policji, tuż nad brzegiem jeziora. Chłodnym porankiem zdecydowaliśmy się pojechać do Frydka-Mistka, miasta stworzonego z połączenia dwóch mniejszych, starych miasteczek. Busik był zachwycony.

w+w+vw

ciepłe dni

Image

Przyszła wiosna, przyszło lato, a z nimi ciepłe dni, które i nam, i busowi służą najlepiej. Od dwóch miesięcy, od majówki, eksplorujemy razem z nim bliskie i dalsze rejony. Za nami pierwsze wspólne noce w polach i lasach, pierwsze całodzienne podróże, pierwsze większe podjazdy i kosmetyczne naprawy. Przez te wszystkie dni bus był bardzo dzielny i dawał nam mnóstwo powodów do radości. W następnych kilku postach postaramy się nadrobić relacje z tego pracowitego dla busa czasu:)

w+w+vw