Między Gorcami a Tatrami

To był jeden z tych weekendów, który daje pełne spektrum doświadczeń związanych z prawdziwym podróżowaniem, mimo że trwa raptem dwa dni. Mieliśmy zabukowaną jedną noc w Gorcach w okolicy Przełęczy Knurowskiej a drugą gdzieś na brzegu rzeki Białki. Obie miejscówki okazały się strzałem w dziesiątkę. Jeśli ma to być jeden z ostatnich wyjazdów tego sezonu, to chciałbym aby każdy kończył sie w takich okolicznościach.

Dwa razy do tej samej rzeki

W piątek dostaliśmy sms aby zabezpieczyć swój dobytek i pod żadnym pozorem nie opuszczać domu, podobno zbliżał się biblijny armagedon, prawdziwa zagłada, kara za głupotę i nieumiarkowanie. No ale bus już był spakowany, a my mieliśmy dziwne przeczucie, że chcą nas zrobić w konia (iha!). Na szczęście mieliśmy w pamięci miejscówkę z zeszłego roku i wiedzieliśmy, że poza nami nikt w tą apokalipsę tam nie pojedzie, mieliśmy rację. Piątkowy wieczór i sobotni poranek spędziliśmy w górach, nikt nie zginął a nasza posiadłość na kołach nie ucierpiała w najmniejszym choć stopniu z powodu ulewnego deszczu, burzy czy wichury. Wciąż mieliśmy możliwość swobodnego przemieszczania się więc w sobotę po śniadaniu pojechaliśmy na Pustynię Błędowską i tam z innymi śmiałkami, którym sms o zagładzie nie odebrał resztek zdrowego rozsądku, rozpaliliśmy ognisko i oczekiwaliśmy niedzieli. Kara jednak nadeszła i niedzielne przedpołudnie, miast na kontemplacji zbliżającego się obiadowego kotleta, spędziliśmy wykopując Santanę Maćka z grząskiego piasku na który nierozsądnie postanowiłem wjechać. Przygoda!