Na szczycie góry nie ma nic

Lubimy podróżować po okręgu, nigdy dwa razy tą samą drogą. W te wakacje wiodła ona po Alpach przez Austrię, Włochy i Słowenię. Czuliśmy się pewni za naszą caravellę, bo po swapie silnika umie pod górkę jak nigdy dotąd. Najważniejsze jednak, że we trójkę byliśmy gotowi na wysokie góry, a spragnieni nawet bardziej. Blisko trzy tygodnie spędzone nie niżej niż na 1000 mnpm. Co drugi dzień, bądź wręcz codziennie planując trekking, uzależniając się kompletnie od wysokości. To był bardzo udany wyjazd, wiele się nauczyliśmy, zdobyliśmy nowe doświadczenia w drodze i na szlaku. Przypomnieliśmy sobie, że na szczycie góry nie ma nic, choć tak na prawdę nigdy o tym nie zapomnieliśmy. Ta myśl to najsilniejszy magnes, który każe tam wciąż wracać. Dziś przeglądając album fotograficzny pewnego podróżnika, Nel wskazując na jedno ze zdjęć z dalekiej północy Szwecji, powiedziała “Tato, ja chcę wrócić na te wakacje”…