Między Gorcami a Tatrami

To był jeden z tych weekendów, który daje pełne spektrum doświadczeń związanych z prawdziwym podróżowaniem, mimo że trwa raptem dwa dni. Mieliśmy zabukowaną jedną noc w Gorcach w okolicy Przełęczy Knurowskiej a drugą gdzieś na brzegu rzeki Białki. Obie miejscówki okazały się strzałem w dziesiątkę. Jeśli ma to być jeden z ostatnich wyjazdów tego sezonu, to chciałbym aby każdy kończył sie w takich okolicznościach.

Dwa razy do tej samej rzeki

W piątek dostaliśmy sms aby zabezpieczyć swój dobytek i pod żadnym pozorem nie opuszczać domu, podobno zbliżał się biblijny armagedon, prawdziwa zagłada, kara za głupotę i nieumiarkowanie. No ale bus już był spakowany, a my mieliśmy dziwne przeczucie, że chcą nas zrobić w konia (iha!). Na szczęście mieliśmy w pamięci miejscówkę z zeszłego roku i wiedzieliśmy, że poza nami nikt w tą apokalipsę tam nie pojedzie, mieliśmy rację. Piątkowy wieczór i sobotni poranek spędziliśmy w górach, nikt nie zginął a nasza posiadłość na kołach nie ucierpiała w najmniejszym choć stopniu z powodu ulewnego deszczu, burzy czy wichury. Wciąż mieliśmy możliwość swobodnego przemieszczania się więc w sobotę po śniadaniu pojechaliśmy na Pustynię Błędowską i tam z innymi śmiałkami, którym sms o zagładzie nie odebrał resztek zdrowego rozsądku, rozpaliliśmy ognisko i oczekiwaliśmy niedzieli. Kara jednak nadeszła i niedzielne przedpołudnie, miast na kontemplacji zbliżającego się obiadowego kotleta, spędziliśmy wykopując Santanę Maćka z grząskiego piasku na który nierozsądnie postanowiłem wjechać. Przygoda!

Dacia

Stepy, góry, jeziora, rzeki, morze … Rumunia ma to wszystko, a my postanowiliśmy to sprawdzić. Trzy tygodnie w drodze i ponad 3700 km przygód. To był zaległy roadtrip na który mieliśmy jechać trzy lata temu ale wówczas zdecydowaliśmy, że pojedziemy do Norwegii. Europa jest ciasna, lecz na jej mapie jest na szczęście kilka zielonych enklaw gdzie bez przeszkód da się wziąć głęboki oddech i spojrzeć na niczym niezmącony krajobraz. To są miejsca, które obieramy jako cel wakacyjnych wypraw, weekendowych wyjazdów czy popołudniowych wycieczek, to tam wypoczywamy naprawdę. Rumunia spełnia to kryterium. Na trzy tygodnie spędzone w drodze, na palcach jednej ręki mogę policzyć te dni spędzone na kempingach. Noclegi na dziko, w wysokich górach, na plaży czy tuż przy rzece, to zdecydowanie top tego wyjazdu. Minusem niech będą słabe drogi na północy kraju, głównie na górskich odcinkach i Dacia Logan, która całą podróż przez Rumunię wlokła się tuż przed nami wykonując nieprzewidywalne manewry. To było blisko miesiąc temu, a mnie wieczorami po głowie przemykają kadry z dzikich Karpat, Delty Dunaju czy morza Czarnego, i myślę sobie, że dobrze się stało, że tym razem ustawiliśmy ster na południowy-wschód i zakosztowaliśmy odrobiny europejskiej nieoczywistości.

2011–2018

Między tymi dwoma zdjęciami jest siedem lat przygód. Dziś przy okazji montażu drabinki na tylnej klapie, przypomniało mi się wiele tych wspaniałych historii. Część z nich opisana jest na tym blogu, jednak większość trzymam na półce ze wspomnieniami, którą co jakiś czas odkurzam. Długa droga za nami i spore nakłady czasu i pracy poświęcone projektowi caravelle. Cytując kogoś mądrego “zapytacie, czy się opłacało? Nie! Ale było warto!” Marzenia się nie opłacają, ale warto je spełniać. Czego Wam i sobie serdecznie życzę! A my za trzy dni, jedziemy spełniać kolejne! Czus!

Ps. Dziękuję Welding Passion za pomoc w ogarnięciu tematu drabinki!

Cztery dni szutrem

IMG_0226

W Beskidzie Niskim korci aby porzucić asfalt i zamienić go na szutrowe bezdroża, co konsekwentnie przez kilka dni czyniliśmy. Do tej pory zawsze sami. Tym razem jednak udało się zmobilizować i pojechaliśmy karawaną na trzy busy. Stołowaliśmy się w zaprzyjaźnionym Swystowym Sadzie, popołudnia spędzając w drodze a wieczory przy ognisku. Noclegi aranżowaliśmy na dziko w vanach, codziennie gdzie indziej w pieczołowicie wypatrywanych miejscówkach. Nie znam drugiego miejsca w Polsce gdzie tak jak tam w Beskidzie Niskim można czuć się bezpiecznie uprawiając tę formułę odpoczynku. Mam naiwną nadzieję, że tak już zostanie. Niech tak będzie!

IMG_0214

 

O tym jak nie pojechaliśmy do Kuala Lumpur

Nigdy nie byłem w Kuala Lumpur, nigdy nie byłem też w Hovězí, a było bliżej więc pojechaliśmy. W tym roku majowe święta połączyły się z dniami sąsiadującymi, aby stworzyć dziewięciodniowe pół-wakacje. Mieliśmy ochotę na dużą stolicę, jedną z dwóch ulubionych niemieckojęzycznych, padło na Wiedeń. Jechaliśmy tam dwa dni z pierwszym przystankiem w Hovězí i kolejnym w Strážnicach. W Wiedniu dołączyli do nas Kasia z Maćkiem w wypożyczonej awaryjnie lodówie na kołach. Dwa dni miasta wystarczyły aby zjeść monstrualną zupę Pho i pójść na wystawę Keith Haring do Albertiny. Uznaliśmy jednak, że resztę wyjazdu chcemy spędzić poza miastem i ruszyliśmy na Słowację, która nigdy nie zawodzi. Leniwe dni w podróży, nie więcej niż 150 km dziennie, z miejsca w miejsce, z finałem w ulubionej Małej Fatrze. Maćkowi należy się medal za znalezienie “potężnej” dzikiej polany z genialnym widokiem na góry. To jest miejsce w które na pewno jeszcze wrócimy. Okoliczności takie jak te to esencja tego czego szukamy podczas naszych eskapad. To była podróż kolejnych debiutów Nel. Pierwszy bliższy kontakt z kotem, żabą, pierwszy chleb pieczony na ognisku, prysznic w strumieniu i wiele wiele innych codziennych spraw na które my juz totalnie nie zwracamy uwagi, jednak dla niej są to zupełnie nowe i ekscytujące doświadczenia. Pięknie w tym uczestniczyć! A zapytacie co ja przywiozłem z tej podróży oprócz słowackiego kleszcza na dupie? Być może, że boreliozę, ale przede wszystkim pozamiataną głowę, solidnie zakurzoną przez jesienno-zimowy cykl > dom praca dom praca. Ps. Kupiliśmy z Maćkiem walkie-talkie, no to teraz będzie gadu-gadu w podróżach na dwa busy ksz…ksz…bez odbioru!

31961637_10211198275905244_5887567042239791104_n

2018 jedziemy!

Ostatni raz nocowaliśmy w naszej caravelli ponad pół roku temu, miniony weekend był pierwszym w tym sezonie. Jeszcze jesteśmy trochę niezdarni, szybko przecież zapomina się jak zorganizować sobie życie na tak małej przestrzeni. Najważniejsze, że Nel akceptuje tę formułę ❤ Dwa dni biegała dookoła caravelli z okrzykiem brum! brum! ❤ Zastanawiałem się często co może być lepszego od wyjechania za miasto, postawienia auta w przypadkowym odludnym miejscu, wśród natury i oddaniu się jej kontemplacji. Teraz już wiem… dzielenie tej chwili z dzieckiem. Chcemy wycisnąć z tego sezonu każdy najkrótszy weekend, każdy nadarzający się dzień wolny. A już za trzy dni pakujemy się do caravelli i ruszamy na tygodniową przygodę! Jeszcze nie wiemy gdzie, zdecydujemy w dniu wyjazdu, taki mamy zwyczaj. Szerokiej drogi i pięknych, upalnych dni w podróży!

Kamienie na pagu

O ile nie rodzisz właśnie kamieni nerkowych to Chorwacja po sezonie jest dobrym pomysłem. My pojechaliśmy na wyspy Pag i Rab. To pierwsza tak długa wyprawa Nel. Dzielna była! ❤ Dwa tygodnie na opustoszałych kempingach (śladowy Niemiec choć tradycyjnie krzykliwy, rodak sporadyczny) tak jak lubimy. Magistrala adriatycka jak po katakliźmie, niepokojąco pusto. Więcej nie pamiętam, bo kamienie.

Ropki / Nowica / Czarne

Trzy wsie w Beskidzie Niskim, dwie z nich sporadycznie zamieszkałe, w ostatniej – jeden dom. Dzikich miejscówek tyle, że nie sposób policzyć. Jechaliśmy na cztery dni więc w każdej z wiosek wybraliśmy po jednej. Od zeszłorocznej podróży do Norwegii ciężko było poczuć się w stu procentach bezpiecznie nocując na dziko, poprzeczka została postawiona bardzo wysoko. Jednak w Beskidzie Niskim, odzyskuje się ten spokój. Pewnie to za sprawą dzikiej przyrody, nieudolnie tylko gdzieniegdzie ujarzmianej no i wszechobecnych szutrowych dróg, które skutecznie odstraszają przypadkowych turystów nastawionych na wygody. Lato jest rozczarowująco krótkie, już przecież czuć zbliżającą się jesień, wrócimy tam jeszcze na zimowe medytacje nad talerzem gorącej kiesełyci.

Błędów na chwilę

Przynajmniej raz w roku fundujemy sobie przecinek w Błędowie. Przez trzy dni tam spędzone przewinęli się niemalże wszyscy, poza tymi co daleko za oceanem 😦 ❤ O tym miejscu niejednokrotnie już pisałem, dlatego tym razem tylko tyle plus kilka zdjęć. Dziękujemy za zaproszenie i cieszę się, że wciąż nam się chce!